Z Dzienniczka Uczestniczki kursu „Z wiarą o finansach” – tydzień 5

Zdziwiłam się, gdy tematem kolejnego tygodnia rozważań okazała się… porada. Co w tym niejasnego? Przecież wiadomo, że gdy mam z czymś problem, zwracam się do fachowców. Czy w Biblii jest w ogóle coś na ten temat? Okazało się, że całkiem sporo, a moje podejście do porady nie było właściwe.

Studium biblijne uświadomiło mi, że w wielu przypadkach nie szukam rady. Moja duma i upór są na tyle silne, że nie przechodzi mi to nawet przez myśl. Zresztą jaki to wstyd, na pewno inni mnie w duchu wyśmieją, że sobie nie radzę! Wolę myśleć, że jestem dorosła, kilkanaście lat temu skończyłam studia, mam pewien bagaż doświadczeń zawodowych i życiowych, więc to powinno mi wystarczyć do właściwego podejmowania decyzji. Poza tym nie mam czasu, żeby się tak nad wszystkim zastanawiać… Pismo Święte mówi wprost, że to głupie zachowanie. Zrozumiałam, że warto to zmienić.

Dowiedziałam się, że jest pewna kolejność, jeśli chodzi o poszukiwanie rady. Pierwszym źródłem jest Słowo Boże, bo jest żywe, ponadczasowe, uniwersalne, osądza pragnienia i myśli. Biblia odpowiada bardzo konkretnie na wiele pytań, pokazuje co jest dobre, a co złe, daje wskazówki. Dostarcza mi wiedzy, której nie mają nawet ludzie starsi, doświadczeni czy specjaliści w swojej dziedzinie. Jeśli jednak nadal coś jest dla mnie niejasne, nie potrafię zrozumieć Słowa Bożego czy przenieść go do problematycznej sytuacji, w której jestem, wtedy należy prosić o radę Bożych ludzi. I tu znów jest pewna hierarchia, którą warto stosować.

Jeśli jestem w małżeństwie, to mąż powinien być zaraz po Bogu moim doradcą. Gdy żyjemy razem, pod jednym dachem, to wspólnie ponosimy konsekwencje różnych decyzji. Musimy się więc dogadywać (nie mylić z dogadywaniem sobie nawzajem). Byłam zaskoczona, że powinnam prosić męża o radę nawet w dziedzinie, w której wiem, że mam więcej wiedzy. Wcześniej podejmując różne decyzje finansowe pytałam męża tylko ogólnikowo, czy się zgadza czy nie na pewne rozwiązania, ale nie pomyślałam, że mógłby mi coś doradzić.

A kto jest kolejnym doradcą po mężu? Znów zaskoczenie – odpowiedź brzmi: rodzice. Jak to? Przecież oni żyli w innych czasach, zresztą trudno nam się swobodnie komunikować, wyczuwa się pewną barierę. Jednak właśnie szukanie rady u rodziców potrafi burzyć te mury i budować lepsze relacje, bo jest to też wyraz szacunku dla nich. Niesamowity efekt uboczny! Rodzice dobrze mnie znają i chcą dla mnie jak najlepiej, dlatego warto ich słuchać.

I dopiero na końcu są fachowcy, ludzie doświadczeni w swojej dziedzinie. Nie mogą to jednak być przypadkowe osoby. Pismo Święte mówi, jakie warto stawiać im wymagania. Przede wszystkim powinni to być ludzie pobożni, uczciwi, dobrzy dla innych. Ważne, żeby zostawiali mi wolność w podjęciu decyzji, żebym nie czuła się przymuszona do działania według ich wskazówek.

Biblia ostrzega przed szukaniem rad u ludzi, którzy nie liczą się z Bogiem, mają jakiś interes w tym, żebyśmy skorzystali z ich doradztwa. Nie wolno też radzić się wróżbitów czy jasnowidzów, należy unikać słuchania przepowiedni czy czytania horoskopów. Są to praktyki okultystyczne, które tylko wprowadzają zamęt w nasze serce.

Ostatecznie to ja podejmuję decyzję – najlepiej bez pośpiechu, w spokoju, z dala od wszystkiego, co może rozproszyć moją uwagę i zagłuszyć to, co chce mi powiedzieć Bóg. Warto czekać na Jego radę, która może przyjść do mnie przez natchnienie, poruszenie serca, sumienie czy nawet sen. Bóg komunikuje się ze mną na różne sposoby, dlatego warto zatrzymać się i z pokorą tego wysłuchać.

Ania Sadowska

Absolwentka kursu "Z Wiarą O Finansach",

obecnie współprowadząca nasz program

Autorka bloga "Bezcenna"

www.aniasadowska.com

Zapraszamy do udziału w kursie "Z Wiarą O Finansach".